PROFICARGO – Spedycja Lotnicza
W logistyce bardzo często pojawia się moment, w którym klient patrzy na wycenę i zadaje jedno, pozornie bardzo proste pytanie:
„Jak to możliwe, że mój towar waży 120 kilogramów, a przewoźnik policzył prawie 250?”
Dla osób spoza branży brzmi to czasami absurdalnie. Towar przecież ma swoją fizyczną wagę. Można go zważyć, postawić na wadze magazynowej i odczytać wynik. W praktyce jednak transport międzynarodowy od dawna nie opiera się wyłącznie na kilogramach. Równie ważna jest przestrzeń, jaką cargo zajmuje podczas transportu. I właśnie dlatego ten sam ładunek może zostać zupełnie inaczej policzony w samolocie, kontenerze morskim, pociągu czy ciężarówce.
Każdy środek transportu funkcjonuje według innej logiki. Samolot walczy o każdy centymetr przestrzeni i każdy kilogram masy, statek zarządza gigantyczną pojemnością liczona w tysiącach kontenerów, kolej szuka kompromisu pomiędzy szybkością a ekonomią, a transport drogowy próbuje maksymalnie wykorzystać powierzchnię naczepy. To właśnie z tych różnic powstały przeliczniki wagowo-objętościowe, które dla wielu klientów są jedną z najbardziej niezrozumiałych części logistyki.
W lotniczym cargo standardowy przelicznik wygląda następująco:
1 m³ = 167 kg
Na pierwszy rzut oka wygląda to bardzo agresywnie. Jeden metr sześcienny przestrzeni odpowiada aż 167 kilogramom. Jednak z perspektywy linii lotniczej ten przelicznik ma bardzo logiczne uzasadnienie. Samolot cargo nie jest magazynem z nieskończoną przestrzenią. Luk bagażowy ma ograniczoną wysokość, ograniczoną szerokość i bardzo precyzyjnie zaplanowaną pojemność. Każdy dodatkowy centymetr wpływa na możliwość załadunku kolejnych przesyłek, a czasami nawet na balans maszyny.
W lotnictwie bardzo często mówi się, że przestrzeń jest równie cenna jak sama masa. Dobrym przykładem jest porównanie sztabki złota i ogromnej poduszki reklamowej. Sztabka złota może ważyć bardzo dużo, ale zajmuje minimalną ilość miejsca. Z punktu widzenia linii lotniczej jest niemal idealnym cargo. Ogromna poduszka reklamowa działa odwrotnie. Waży bardzo niewiele, ale potrafi zablokować ogromną część luku. W praktyce przewoźnik bardziej obawia się tej poduszki niż złota, ponieważ to właśnie przestrzeń jest w lotnictwie najbardziej ograniczonym zasobem.
Dlatego lekkie towary bardzo często „wpadają” w wagę objętościową. Dobrym przykładem może być przesyłka ważąca realnie jedynie 120 kilogramów, ale przygotowana na palecie o wymiarach 120 × 100 × 120 centymetrów. Dla klienta taki towar wydaje się stosunkowo lekki, szczególnie jeśli mówimy o lotniczym cargo. Problem pojawia się jednak w momencie, gdy linia lotnicza zaczyna liczyć nie tylko kilogramy, ale również przestrzeń zajmowaną w luku samolotu.
Objętość takiej przesyłki wynosi:
1.2 × 1.0 × 1.2 = 1.44 m³
Po zastosowaniu lotniczego przelicznika:
1.44 × 167 = 240.48 kg
W praktyce oznacza to, że mimo realnej wagi wynoszącej jedynie 120 kilogramów, linia lotnicza naliczy ponad 240 kilogramów chargeable weight. Dla osoby spoza branży może wydawać się to nielogiczne, jednak z perspektywy przewoźnika taki ładunek zajmuje przestrzeń odpowiadającą ponad dwustu kilogramom standardowego cargo.
W praktyce kilka dodatkowych centymetrów może mieć ogromne znaczenie. W sezonach szczytowych, gdy cargo space jest bardzo ograniczony, nawet niewielkie różnice wymiarowe potrafią zdecydować o tym, czy towar poleci zaplanowanym lotem, czy zostanie przełożony na kolejny. To właśnie dlatego spedytorzy tak dokładnie pytają o finalne wymiary wraz z paletą, folią i zabezpieczeniami. Sam karton bardzo rzadko odpowiada temu, jak cargo wygląda już po przygotowaniu do wysyłki.
W morskim LCL najczęściej stosuje się zasadę:
1 CBM = 1000 kg
Różnica pomiędzy morzem a lotnictwem jest ogromna i doskonale pokazuje, jak inaczej funkcjonuje statek w porównaniu do samolotu. Nowoczesny kontenerowiec potrafi przewozić ponad 10 000 TEU, a największe jednostki przekraczają nawet 20 000 kontenerów. To są gigantyczne pływające konstrukcje, które bardziej przypominają mobilne miasta niż klasyczne środki transportu.
W takiej skali kilka dodatkowych metrów sześciennych nie robi już tak dramatycznej różnicy jak w lotnictwie. Statek oczywiście nadal sprzedaje przestrzeń, ale jego możliwości objętościowe są nieporównywalnie większe. Dlatego lekki, ale duży towar nie stanowi dla armatora aż takiego problemu. Ogromna poduszka reklamowa, która w samolocie byłaby koszmarem operacyjnym, w kontenerze morskim staje się po prostu jednym z wielu ładunków.
To właśnie dlatego transport morski jest relatywnie tani. Statek rozkłada koszty na tysiące kontenerów i gigantyczne ilości cargo. Samolot działa dokładnie odwrotnie. Sprzedaje szybkość, ograniczoną przestrzeń i bardzo kosztowną operację transportową. Można więc powiedzieć, że lotnictwo handluje czasem, a morski skalą.
W praktyce bardzo dobrze widać to przy lekkich produktach o dużej objętości. Dla wielu importerów towary takie jak tekstylia, dekoracje, wyposażenie sklepów czy produkty FMCG są idealnym kandydatem do transportu morskiego. Gdyby próbować wysłać je lotniczo, koszt przestrzeni bardzo szybko przewyższyłby wartość samego transportu.
Transport drogowy funkcjonuje jeszcze inaczej niż lotnictwo, kolej czy ocean. Tutaj bardzo często nie chodzi ani stricte o wagę, ani wyłącznie o objętość, ale o wykorzystanie powierzchni naczepy. W praktyce przewoźnik patrzy przede wszystkim na to, ile miejsca na podłodze zajmuje dany towar. Dlatego pojawia się pojęcie metra ładunkowego, czyli LDM.
W teorii standardowa naczepa ma około 13,6 metra długości, ale w rzeczywistości planowanie załadunku jest dużo bardziej skomplikowane. Znaczenie ma wysokość palet, możliwość piętrowania, rozkład ciężaru na osiach, a nawet kolejność rozładunków. Czasami dwa lub trzy dodatkowe centymetry wystarczą, by uniemożliwić poprawne domknięcie zestawu.
Dla osoby spoza branży może to wyglądać jak przesada, ale dla przewoźnika oznacza realny problem operacyjny. W transporcie drogowym bardzo często nie liczy się wyłącznie sama przestrzeń, ale możliwość logicznego i bezpiecznego ustawienia całego ładunku.
W kolejowym imporcie z Chin bardzo często stosuje się przelicznik:
1 m³ = 500 kg
Ten współczynnik bardzo dobrze pokazuje rolę kolei w nowoczesnym supply chainie. Pociąg ma znacznie większą przestrzeń niż samolot, ale jednocześnie dużo mniejszą elastyczność niż statek. Można powiedzieć, że kolej częściowo nadal walczy o objętość, ale już bez tej presji, która występuje w lotnictwie.
To właśnie dlatego transport kolejowy stał się tak popularny dla elektroniki, FMCG, komponentów czy produktów OEM. Dla wielu firm morski jest po prostu zbyt wolny, a lotniczy zbyt kosztowny. Kolej kupuje klientowi czas, ale bez konieczności płacenia stawek typowych dla air cargo.
W praktyce bardzo dobrze widać to przy towarach sezonowych lub produkcyjnych, gdzie kilka tygodni różnicy w tranzycie może mieć ogromny wpływ na biznes klienta. Wiele firm traktuje dziś kolej jako rozwiązanie pośrednie – szybsze niż ocean, ale nadal znacznie bardziej ekonomiczne niż samolot.
Nowoczesna logistyka jest dziś bardzo mocno oparta na automatycznych kalkulacjach, systemach planowania oraz optymalizacji przestrzeni. Błędnie podane wymiary mogą spowodować nie tylko dopłatę do frachtu, ale również brak miejsca na załadunku, opóźnienia, konieczność przepakowania cargo, a czasami nawet zmianę środka transportu.
Dla wielu klientów są to jedynie techniczne szczegóły. W praktyce jednak to właśnie te szczegóły bardzo często decydują o finalnym koszcie i powodzeniu całej operacji transportowej.
W praktyce dobrze przygotowane dane logistyczne to nie formalność. To fundament całego procesu transportowego.
W nowoczesnym cargo każdy kilogram, każdy metr sześcienny i każdy centymetr przestrzeni mają swoją wartość – tylko każdy środek transportu patrzy na tę wartość w zupełnie inny sposób.